Deportacja – wydalenie cudzoziemca na podstawie decyzji administracyjnej. Z reguły wydalenie dotyczy cudzoziemców, którzy
nielegalnie przebywają na terytorium określonego państwa, nielegalnie podejmują w nim zatrudnienie lub stanowią zagrożenie dla państwa. Tę definicję poznałem w moim domu rodzinnym, w którym wiele rozmawiamy o czasach z przeszłości. W latach 1920–1956 na terenie ZSRR przeprowadzono około 130 akcji deportacyjnych, a w ich wyniku przesiedlono ponad 12 mln osób. Polacy (jako grupa etniczna) oraz obywatele polscy ze wschodnich województw II Rzeczypospolitej okupowanych przez Związek Radziecki od września 1939 r., kilkukrotnie w latach 1936–1952 stali się ofiarami masowych deportacji w głąb ZSSR. Pierwszą ich zsyłkę przeprowadzono w 1936 r. W styczniu 1936 r. dowództwo NKWD opracowało plan przesiedlenia „elementu niepewnego” z przygranicznych terenów zachodniej sowieckiej Ukrainy do Kazachstanu. Podstawą prawną wywózki była rezolucja przyjęta przez Radę Komisarzy
Ludowych ZSRR 28 kwietnia 1936 r. Głównym organizatorem akcji deportacyjnej były organy NKWD na czele z Gienrichem Jagodą.
Podstawowym celem zaplanowanych przez Moskwę deportacji było oczyszczenie terenów przygranicznych z Polską, ponieważ Polacy
zamieszkujący teren ZSRR kontaktowali się często ze swoimi krewnymi na terenie II Rzeczypospolitej. Fakt ten stał się podstawą do oskarżenia polskiej ludności o szpiegostwo. Polacy nie wiedzieli, za co i gdzie będą wywiezieni. Akcję deportacyjną przeprowadzono w dwóch etapach. Podczas pierwszego, który trwał od 20 maja do 5 czerwca 1936 r., przesiedlono 5567 rodzin (27023 osoby). Natomiast drugi etap deportacji przeprowadzono we wrześniu i październiku 1936 r. Wysiedlono wówczas 9433 rodziny (42 954 osoby).
Według spisu narodowego ogólna liczba przesiedlonych rodzin wyniosła: 11 494 polskich (75,7%) i 3506 (23,4%) niemieckich (łącznie 69 977 osób). To, co działo się na zsyłce przechodzi ludzkie wyobrażenia o złu, jakie człowiek może zgotować drugiemu. Warunki egzystencji, tj. brak mieszkań i pierwsze jesienne przymrozki, które ogarnęły północny Kazachstan, pogłębiły się jeszcze z powodu katastrofalnych niedoborów żywności. W większości przypadków obywatele uciekali, kierując się do miasta Omsk, skąd ich zdaniem łatwiej było dostać się do domu. W czasie deportacji było 13 stancji, do których dowożono Polaków: Kalinowka, Doneckoje, Belojarka, Podolskoje, Jasnaja Polana, Wisznewka, Konstantinowka, Krasno-Kiewka, Nowo-Berezowka, Nowo-Greczanowka, Zielony Gay, Czkalowo, Pietrowka. Warunki do życia były skrajnie ciężkie, ludzie po prostu nie mieli nic do jedzenia. Z powodu przybycia dużej liczby ludzi, gospodarka poszła w górę, niestety nie było, czym wykarmić wszystkich, przez co dużo ludzi umierało z głodu.
Mam dwóch pradziadków, którzy przeżyli proces deportacji. Są oni dla mnie najlepszą i najmądrzejszą lekcją historii, świadkami tych
„nieludzkich” czasów. Pierwszy dziadek pochodził z Podpodolska (teren obecnej Ukrainy). Miał na imię Nikołaj i pochodził ze zwykłej, jak na tamte czasy, rodziny. Urodził się w 1924 roku i został deportowany w wieku 12 lat, razem z rodzicami. Przybył do Kazachstanu w maju 1936 roku. Jego życie tam było ciężkie. Został wpisany na listę specjalnego osadnictwa, gdzie mieszkał do końca życia. Powołano go do wojska radzieckiego w 1941 roku, walczył trzy lata na wojnie, podczas której był ranny w nogę, przez co został z wojska zwolniony i wrócił do domu w Kazachstanie. Zmarł w 1953 roku, zabity przez rabusiów, kiedy przewoził ziarno.
Drugi pradziadek urodził się w 1918 roku, miał na imię Bronisław i pochodził z województwa winnickiego (obecnie teren Ukrainy). 28
kwietnia 1936 roku był deportowany jako członek polskiej narodowości w akmoliński obwód KAZ SSR. Zarabiał na życie pracując, jako robotnik w polu, miał dwóch synów i dwie córki, których, jako rodzic, musiał nakarmić. Moja babcia ma na imię Maria, urodziła się w 1947 roku. Razem z rodziną mieszkała do klasy 9. szkoły powszechnej, potem wyjechała uczyć się do technikum w innym mieście. Była bardzo dobrą uczennicą. Babcia Marysia uznana została przez odpowiednie instytucje za ofiarę represji politycznych, chociaż warto wspomnieć, iż obie moje babcie i obaj dziadkowie mają status ofiar represji politycznych. Ten status wiąże się z pewnymi przywilejami, z których moi dziadkowie mogą korzystać. Do obecnego czasu pozostali przy życiu tylko babcia Maria i dziadek Wladymir.
Życie moich przodków po zesłaniu do Kazachstanu to historia bardzo smutna, przykra oraz trudna do wyobrażenia. Jako młody człowiek, z innej epoki, innych czasów, nie jestem w stanie pojąć, przez co musieli przejść zarówno moi dziadkowie, jak i wszyscy inni zesłańcy. Nie mieści mi się to w głowie. Po analizie dokumentów, które mamy w rodzinie oraz wielu rozmowach z bliskimi, widzę, że jest w tych historiach pewna istotna i niebywała rzecz – mimo trudów i ciężkiej codziennej egzystencji, na granicy ubóstwa, ludzie ci zachowali godność i dzięki niezłomności i sile charakteru, przetrwali, dając innym przykład człowieczeństwa.
Danil Dudewicz



